Och ten mój nieszczęsny brzusiu!!!

(27.01.2017)

Tak się cieszyłem jak mi wyciągnęli G-tuba…i cieszę się dalej ale kto by to pomyślał, że przetoka po nim będzie mi przynosić tyle problemów.
Jak już pisałem nie raz, po zabiegu założenia gastrostomii lekarze informowali moich rodziców, że jak tylko zdarzyłoby się, że mi ona wypadnie, czy też sobie ją wyrwę to mamy jak najszybciej udać się do szpitala bo otwór ,który wytworzył się po niej w żołądku i powłokach brzucha zarasta w ciągu 24h. To samo powiedziano nam przy jej usunięciu… Niestety mnie się to jakoś nie tyczy. Mija już siódmy miesiąc odkąd borykam się z przeciekającym już brzuszkiem.


Oglądał mnie już nie jeden chirurg, nie jedna pielęgniarka, ba nawet miałem w październiku przyjęcie do szpitala w celu zaszycia tej przetoki.
Jednak na przyjęciu i jednodniowym pobycie się skończyło…


Już naprawdę nie wiemy co myśleć, czy coś z tym robić, czy jednak zostawić tak jak jest…
Kto by pomyślał, że przez wyciągnięcie tego będzie tyle problemów.
A mianowicie po pierwsze to niemożność korzystania w pełni z życia i dyskomfort przeciekającego brzucha.
I tak jest już teraz lepiej ale uwierzcie pierwsze dni po prostu się ze mnie lało. Rodzice bali się, że się odwodnię. Po każdym posiłku, piciu musiałem leżeć bo zaraz wszystko wyciekało. Do tego to co wyciekało powodowało uczucie pieczenia, swędzenia w jednym a więc się drapałem. A jak się drapałem to tworzyłem sobie rany, które z kolei nie goiły się ładnie, bo to co wyciekało to także soki żołądkowe, które niczym kwas obżerały mi skórę
Chyba nigdy wcześniej nie zużyłem tyle opatrunków ze srebrem, koloidalne, niekoloidalne, piankowe, niepiankowe, super chłonne, mniej chłonne, plastrów, plasterków, maści, preparatów odkażających itd., itp…
Masakra!!!


Pisałem już, że poprzez przecieki po usunięciu gastrostomii nie mogłem już uczęszczać do przedszkola pod koniec zeszłego roku szkolnego.
Nadeszły wakacje i wcale nie było lepiej…
Ba w końcu i one się skończyły a brzuch wcale się nie wygoił.
Nadszedł czas powrotu do przedszkola z czego jak wiecie jestem bardzo dumny a tu znowu taki klops.
Mama zaczęła mi zakładać jeszcze grubsze opatrunki, bardziej chłonne no i jak to lekarze doradzili, takie, których nie trzeba zmieniać tak często…Miały wystarczyć na kilka dni… One nie wystarczyły nawet na parę godzin w przedszkolu. Do tego skóra w koło przetoki była już tak poraniona i bolesna, że nie zostało nic innego jak tylko ponownie skonsultować się z chirurgiem i prosić o zabieg zaszycia brzucha.


Niestety to nie była taka prosta sprawa…
Okazało się, że żeby wykonać zabieg skóra musi być podgojona.
Dostałem specjalną maść i czekaliśmy do wyznaczonego terminu.
U mnie wyznaczony termin na badania, szpital, zabieg itd. to chuchanie i dmuchanie abym czegoś nie złapał, a więc po trzech tygodniach uczęszczania do przedszkola musiałem z niego zrezygnować. I to wtedy gdy się zaaklimatyzowałem w nowej grupie. Zawsze pod górkę.
Jakby tego było mało pierwszy wyznaczony termin nie doszedł do skutku bo dostałem kataru. A przecież nikt mnie nie znieczuli z katarem… Potem zaś dostałem dość odległy termin…ale o powrocie do przedszkola mogłem tylko pomarzyć. Bo tym bardziej musiałem być zdrowy aby móc zaszczepić się przeciwko grypie.
Jest udało się szczepienie przeciwko grypie załatwione!!!
Termin przyjęcia do szpitala 27 października. Zabieg 28 października…
Ale jednak się nie odbył. Dobrze i nie dobrze!!!


Dobrze bo nie byłem znieczulany i nie miałem niby błahego aczkolwiek poważnego zabiegu. Jak się okazało lekarze musieliby na nowo nacinać mi brzuch aż do żołądka, zaszyć go a potem powłoki brzuszne. Nowa rana do zagojenia. A tak goi się coś znacznie mniejszego. Bo właśnie przez ten cały czas wyczekiwania skóra wkoło przetoki bardzo ładnie się wygoiła. Nawet przetoka zrobiła się mniejsza. Tak więc zapadłą decyzja, że mnie nie kroją.
Ale nie dobrze bo jak wiecie oczekuję w kolejce za implantem ślimakowym i Pani doktor mnie w tej sprawie konsultująca powiedziała, że do operacji wszczepienia brzuch musi być wygojony.
Innego zdania są moi chirurdzy. Twierdzą, że to nie powinno stanowić problemu, tym bardziej, że przetoka goi się ładnie. Nie ma jakiegoś nadkażenia, wycieku ropy czy jakiegoś niepokojącego stanu. Jedynie, że goi się długo. Ale ja bardzo długo też miałem założoną gastrostomię. Ponad cztery lata. Dziurka była już ładnie wyrobiona, no i spora.


Nic pozostaje więc czekać aby się wygoiło i to najlepiej nim wezmą mnie na operację wszczepiania implantu.
Tak takie mam marzenie na ten rok.
Aby brzuszek się ładnie w końcu zagoił i żeby operacja wszczepienia implantu się powiodła i żebym słyszał…
Poczekamy zobaczymy co z tego wyniknie.
Tymczasem brzuszku goj się!!! G
oj!!!


I tak jest coraz lepiej. Czasami w przedszkolu ciocia Iza wcale nie musi mi zmieniać opatrunku. No ale bywa też i tak, że musi nie tylko zmienić mi opatrunek ale i podkoszulkę a nawet bluzeczkę.
Nie wiem od czego to zależy. Pewnie od wszystkiego… Od tego ile zjem, ile wypije, ile się ruszam, czy się nie drapię
, czy mam dobry dzień i współpracuję. Bo też troszkę mój brzuszek wykorzystuję do tego aby czegoś nie robić co mi nie pasuje, czego nie lubię. Albo inaczej.Nie chcę czegoś robić bo właśnie brzuszek mi doskwiera.
A więc widzicie nie mam lekko!!!


I nie zgodzę się z pozostawianiem jednego opatrunku na kilka dni. Lekarze zasugerowali, że to źle mi się goi bo jest za często zmieniany opatrunek i ta skóra jest wyjałowiona. Owszem na początku może niepotrzebnie stosowaliśmy octanisept ale takie dostaliśmy zalecenia od poprzedniego lekarza. Teraz zamiast tą skórę odkażać bardziej ją natłuszczamy. A jeśli chodzi o zmianę opatrunku to niestety każdorazowo po zaobserwowaniu podcieku. No przepraszam. Jak może wygoić mi się skóra w koło przetoki jak wycieknięte jedzenie będzie na tej skórze przez kilka dnie wręcz fermentowało a ja będę od tego się strasznie drapał. Nie ma innej opcji. Jeszcze nie znalazł się taki opatrunek, który rzeczywiście by pochłonął całkowicie to co mi wyleci. Do tego ja jestem dość żywiołowy. Biegam, skacze, zginam się, czołgam, a więc opatrunek razem ze mną i nie ma opcji, żeby z niego coś nie wyleciało i nie podrażniło mi skóry. Zmieniamy kiedy widzimy, że trzeba. I własnie tak wygoiliśmy skórę do zabiegu, który się nie odbył bo lekarze stwierdzili, że ładnie się goi.


Trzeba czasu….
Tak więc proszę Was o dobre fluidy o to żeby mój brzuch w końcu się wygoił. No i wiecie o co jeszcze…
Niech Wasze marzenia noworoczne i postanowienia też się spełnią.

 




« powrót do listy aktualności

Galeria

spacerowo i rodzinniemoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinki