Brzuszek zamknięty :)

(13.06.2017)

       Jak wiecie rok temu pożegnałem się z gastrostomią. Niestety przetoka ciągle podciekała i podciekała. Termin uporania się z przetoką u chirurga też przedstawiał się jako odległy w czasie. A mnie przecież goni termin wszczepienia implantu ślimakowego...


Dlatego też mama postanowiła napisać prośbę do Pana Ordynatora Oddziału Hepatologii, Gastrologii i Zaburzeń Odżywiania w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. W końcu już raz mi pomogli i założyli mi gastrostomię, wtedy gdy nikt inny podjąć się tego nie chciał. Co więcej to w ich poradni rok temu miałem usuniętego pega.
Wiedząc, że wtedy prawie pięć lat temu lekarze na oddziale otoczyli mnie wspaniałą opieką, gdy mój pobyt z powodu infekcji przedłużał się i przedłużał, czuliśmy, że to ostatnia deska ratunku aby coś załatwić żeby kolejny termin wszczepu implantu nie przepadł czasem z naszej winy.


Fakt faktem pierwszy termin wyznaczono mi po tym jak mama dodzwoniła się na odział, potem przekierowano ją do gastrolandu, ale to były bardzo odległe terminy. Najpierw miałem zjawić się w poradni chirurgicznej w lipcu celem skontrolowania owej przetoki i dopiero wyznaczono by mi termin na ewentualny zabieg zaszycia. A co jeśli terminy się poprzesuwają, albo coś będzie się długo goić po zabiegu? Od sierpnia do września jak blisko. Terminy nas gonią. Trzeba było zwrócić się o pomoc. No i udało się. Po prośbie do Pana Profesora, oddzwoniła Pani sekretarka z wyznaczonym terminem przyjęcia i planowanym zabiegiem. Czwartego czerwca miałem przyjęcie na znajomy odział Hepatologii, Gastrologii i Zaburzeń Odżywiania w Centrum Zdrowia Dziecka. Zabieg zaś był zaplanowany na następny dzień.


Niestety przyjęcie na odział miałem w niedzielę i organizacyjnie, badania, wywiad z anestezjologiem wszystko musiało być przesunięte na następny dzień. Tak ostatecznie zbieg był przeprowadzony w środę. Mama bardzo się bała o mnie bo jak to zazwyczaj ma miejsce przy rozmowach z anestezjologiem, musi on powiedzieć wszystkie najgorsze scenariusze. No i okazało się, że nie będzie to robione jakoś od wewnątrz gastroskopowo, czy może laparoskopowo a normalnie miałem nacinane powłoki brzucha do żołądka.

Trafiłem jednak na świetnego chirurga, który przed zabiegiem z samego rana odwiedził mnie na oddziale. Wszystko wytłumaczył rodzicom, że owszem nacięcie będzie ale niewielki bo przecież przetoka nie jest duża. Że w zależności od tego jak to będzie wyglądało w środku możliwe będzie odpreparowywania żołądka, bo samego pega miałem dość długo i po takim czasie może być on mocno podciągnięty od wewnątrz do powłok. No i że zostawiając sobie otwartą furtkę gdyby coś tam wewnątrz przeciekało zostanie założony mi taki cewniczek na ewentualne zbierające się płyny.


Krótko po trzynastej pojechaliśmy na blok operacyjny. Tam znowu trafiliśmy na wspaniały zespół lekarzy. Wszystko mamie wyjaśnili, o dużo rzeczy też pytali w sensie o moją wadę serduszka, dysplazję oskrzelowo-płucną, o mój zespół chargé. I co najważniejsze słuchali. Traktowali mamę jak członka tego zespołu. Nie jak intruza. I wiecie Pan anestezjolog nawet pocieszył mamę, że jestem trudnym pacjentem do znieczulenia ale nie pierwszym i nie ostatnim, i że zrobią wszystko żeby wszystko było dobrze. Pierwszy raz trafił się nam taki anestezjolog inni zawsze mieli najgorsze scenariusze i zero współczucia.
Tak też było. Wszystko przebiegło dobrze. Zero problemów ze znieczuleniem, intubacją, czy wybudzeniem. Gdy zjechałem już na salę wybudzeń i lekarze doprowadzali mnie od porządku rodzice porozmawiali jeszcze z Panem chirurgiem.

Okazało się, że odpreparowywanie żołądka nie było konieczne tak samo jak zakładanie sączka. Wszystko ładnie udało się zaszyć i nic nie przecieka. Zaraz po rozmowie z chirurgiem mama mogła do mnie wejść na salę wybudzeń. Tam oczywiście szybko złapałem kontakt z mamą i dałem do zrozumienia, że cięcie mnie boli. Dostałem więc środki przeciwbólowe, po których długo spałem. Ale to już odsypiałem na swoim oddziale pod kroplówkami.
Kolejnego dnia mogłem mieć już wprowadzane płyny doustnie, zaś kolejnego dnia lekkostrawne pokarmy. Wszystko było dobrze. Zero wymiotów, prawidłowe trawienie. Ranka po zabiegu też goi się prawidłowo.

To był już piątek. Więc żeby nie było, że moja Pani doktor pospieszyła się z moim wypisem i coś zaczęło się dziać z moim brzuszkiem gdy wrócimy do domku,przetrzymano mnie jeszcze na weekend. Ale to już była tylko sama obserwacja a my razem z rodzicami korzystając z pięknej pogody urlopowaliśmy mnie z oddziału i albo szliśmy na spacerek albo na piknik z okazji Dnia Dziecka, który akurat w tamtą sobotę organizowali motocykliści.

Mieliśmy taki rodzinny weekend.
Na pikniku było fajnie. Brałem udział w rożnych konkurencjach, malowaniu, rzucaniu woreczkiem z grochem czy piłką do celu. Po każdej konkurencji zbierało się stempelek i jak zebrało się cztery można było wybrać sobie nagrodę. Dodatkowo można było przejechać się motocyklem na takim symulatorze, postrzelać z karabinu, czy nawet przejechać się prawdziwym motocyklem czy kładem. Było extra!!!
W niedzielę też atrakcje nie były wcale gorsze bo rodzice zabrali mnie na wycieczkę na Stare Miasto i na lody.

W poniedziałek jeszcze raz kontrolna zmiana opatrunku, wypis i do domu.
Jak dobrze, że wszystko udało się szybciutko załatwić i to bez komplikacji. W przyszłym tygodniu idę już do ściągnięcia szwów.
Jak dobrze, że brzuszek się w końcu wygoił. Nic już nie podcieka, nie podrażnia, nie swędzi.
W wakacje będę mógł szaleć w basenie w ogródku na maxa. Brzuch nie będzie przeszkodą.

Oby tylko pogoda dopisała.



« powrót do listy aktualności

Galeria

spacerowo i rodzinniemoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinkimoje trzecie urodzinki